"Cześć, tu Sławomir...", czyli Biały Miś gwiazdą Mielna 2018!
Dodane przez bialymis dnia Luty 13 2018 09:00:44

To był niezapomniany zlot. A właściwie... ZLOT! Piętnaste, jubileuszowe spotkanie morsów na mieleńskiej plaży przeszło do historii i pozostawiło niezapomniane piętno w naszych umysłach i sercach. Cztery dni fantastycznej zabawy we wspaniałym gronie ludzi z każdego pokolenia, której ukoronowaniem tradycyjnie już była niedzielna kąpiel wraz z ponad trzema tysiącami innych pasjonatów zimnowodnego szaleństwa. Jakby tego było mało - gwiazdą przemarszu ulicami Mielna byliśmy właśnie my - Jastrzębski Klub Morsów Biały Miś!

Stało się tak za sprawą triumfu w Turnieju Mrozoodpornych, na który składało się kilkadziesiąt konkurencji sportowych i nie tylko, rozgrywanych w piątek i w sobotę na plaży oraz w innych częściach Mielna. W tychże konkurencjach Białe Misie okazały się najaktywniejsze wśród wszystkich innych uczestników zlotu, zdobywając ponad 120 medali (w każdej konkurencji można było ich wywalczyć maksymalnie 5) i dystansując resztę stawki. Nagrodami dla naszego klubu było poprowadzenie niedzielnego korowodu morsów tuż za orkiestrą oraz okazały puchar, który uroczyście i w obecności wszystkich kąpiących się odebrała z rąk Zygmunta Chajzera (który nie zawsze orientował się, że jest w Mielnie, a nie na przykład w Łebie) oraz organizatorów nasza prezes Manuela Antos. To była wspaniała i podniosła chwila, ale... powiedzmy sobie szczerze, że Międzynarodowe Zloty Morsów składają się z samych takich cudownych momentów. Pełna relacja z naszego pobytu nad Bałtykiem - w rozwinięciu niniejszego newsa. Zapraszamy do wspomnień i galerii zdjęć!

GALERIA ZDJĘĆ - MIELNO 2018 >>>


Treść rozszerzona

To był niezapomniany zlot. A właściwie... ZLOT! Piętnaste, jubileuszowe spotkanie morsów na mieleńskiej plaży przeszło do historii i pozostawiło niezapomniane piętno w naszych umysłach i sercach. Cztery dni fantastycznej zabawy we wspaniałym gronie ludzi z każdego pokolenia, której ukoronowaniem tradycyjnie już była niedzielna kąpiel wraz z ponad trzema tysiącami innych pasjonatów zimnowodnego szaleństwa. Jakby tego było mało - gwiazdą przemarszu ulicami Mielna byliśmy właśnie my - Jastrzębski Klub Morsów Biały Miś!

Stało się tak za sprawą triumfu w Turnieju Mrozoodpornych, na który składało się kilkadziesiąt konkurencji sportowych i nie tylko, rozgrywanych w piątek i w sobotę na plaży oraz w innych częściach Mielna. W tychże konkurencjach Białe Misie okazały się najaktywniejsze wśród wszystkich innych uczestników zlotu, zdobywając ponad 120 medali (w każdej konkurencji można było ich wywalczyć maksymalnie 5) i dystansując resztę stawki. Nagrodami dla naszego klubu było poprowadzenie niedzielnego korowodu morsów tuż za orkiestrą oraz okazały puchar, który uroczyście i w obecności wszystkich kąpiących się odebrała z rąk Zygmunta Chajzera (który nie zawsze orientował się, że jest w Mielnie, a nie na przykład w Łebie) oraz organizatorów nasza prezes Manuela Antos. To była wspaniała i podniosła chwila, ale... powiedzmy sobie szczerze, że Międzynarodowe Zloty Morsów składają się z samych takich cudownych momentów. Zapraszamy do wspomnień i galerii zdjęć!

GALERIA ZDJĘĆ - MIELNO 2018 >>>


Najlepsza tablica wjazdowa na świecie powitała nas w czwartkowy poranek. Sławomir powoli wietrzał z głów. Po perypetiach parkingowych docieramy do Albatrosa, gdzie Białe Misie mają bazę od kilku dobrych lat i bardzo sobie chwalą. Decyzja mogła być tylko jedna - natychmiast ruszamy na plażę na pierwszą kąpiel.


Zielona armia pod Albatrosem gotowa do wymarszu. Takich wspólnych kąpieli zażyliśmy w sumie cztery (po jednej każdego dnia), ale niektórym było mało (patrz - Heniek), więc chodzili nad morze na własną rękę. Słowo o pogodzie - lepszej nie mogliśmy sobie wymarzyć! Mrozik był, słoneczko było, wiatr tylko od wielkiego dzwonu. W efekcie Bałtyk przypominał jezioro. I tak przez cały pobyt w Mielnie.


Po kąpieli ruszyliśmy na tradycyjną rybkę do Unieścia, gdzie przed nami dotarł Kaloryfer i zjadł wszystko, co się ruszało (w drodze powrotnej z Mielna mieliśmy podobny kłopot na stacjach). Niezależnie od tego, co ostatecznie znalazło się na talerzach, głód udzielił się części Białych Misiów, która rzuciła się na siebie w celu znanym tylko sobie (mógł to być również spóźniony efekt Sławomira w autobusie).


Podczas powrotu mieliśmy okazję podziwiać genialny (niczym nasza Pani Prezes) zachód słońca. Ogólnie rzecz ujmując, było pięknie.


Ponieważ w czwartkowy wieczór organizatorzy nie przewidzieli żadnego szaleństwa dla Białych Misiów, to Białe Misie same zorganizowały sobie szaleństwo. Impreza z Kaloryferami w sali obok stołówki zamieniła się w taneczną orgię. TANECZNĄ!


Piątek stał pod znakiem drugiej kąpieli i uczestnictwa w Turnieju Mrozoodpornych. Jak już wiecie, zajęliśmy w nim pierwsze miejsce, zgarniając jakieś 120 medali, a przy okazji otrzymaliśmy porcję dziwnych żartów od organizatorów zawodów, którzy wychodzili z założenia, że u nas nawet kobiety kopią węgiel na ścianie. Natomiast poniżej jedna z wielu sesji grupowych, bo, jak się okazuje, Białe Misie najbardziej lubią właśnie grupowy! Cokolwiek to znaczy. To wciąż drugi dzień pobytu. Oczywiście nie wklejamy tu wszystkich fotek - do tych macie dostęp w naszej galerii.


Po obiedzie rozpoczęliśmy walkę w Turnieju Mrozoodpornych. Najpierw było topienie ludzi w beczce z lodowatą wodą morską. Na pierwszy ogień poszła pewna młoda panna, na której utopienie wielu miałoby ochotę, ale tylko jednemu to się udało. Potem na podium wszedł jakiś koleś, który obrażał naszego Adolfa, za co natychmiast został ukarany.


Na koniec tej części zawodów nad beczką pojawił się Rysiek i tu w obroty wzięła go żeńska część Białego Misia, notorycznie łamiąc zasady zabawy. Sam Rysiek został gwiazdą dnia i w niedzielę przeprowadzono z nim nawet wywiad. Na poniższym zdjęciu Rysiek właśnie został spłukany przez kolejną z naszych foczek. Jednak ogólnie rzecz ujmując rozbiliśmy bank w Turnieju Mrozoodpornych, a to oznaczało, że wygrywamy poprowadzenie Korowodu Morsów w niedzielę.


Zanim jednak punkt główny zlotu doszedł do skutku, nie mogło zabraknąć nas na Wielkim Balu Morsów. Wprawdzie część z nas wciąż wspomina fantastyczną kameralną atmosferę Krokusa, ale i tutaj generalnie dało się zabawić. Na balu przebierańców stanowiliśmy jedną z najbarwniejszych grup. Twarde rządy prezes Manueli spowodowały, że każdy był przebrany według określonego schematu i planu, za sprawą czego nawet Heniek wyszedł w końcu z morza i przebrał się za kurczaka. Nadmieniamy, że żaden z Białych Misiów nie przebrał się za podstawianego Chajzera, który to poprowadził (prawdziwy powiedziałby, że jest w Łebie?).


Wszyscy wiecie, co tam się działo, więc, jak mawia Adolf (Alojz, Alfred, Albert), "CO CI BĘDĘ MÓWIŁ!". W niedzielę głównym punktem dnia był przemarsz przez miasto, będący wielkim triumfem Białego Misia. Maszerowaliśmy tuż za orkiestrą, na czele wielotysięcznego pochodu morsów. Cała Polska usłyszała o Białym Misiu!


Za Władkiem, który tradycyjnie taszczył misia, szła obstawa z banerem, nasze nieletnie syrenki z cesarzową mórz Manuelą, a następnie reszta ekipy w stroju FALI. Szacunek dla pomysłodawców i wykonawców! Na plaży byliśmy dosłownie rozrywani przez różne ekipy telewizyjne, a Ryśka, jak wspomnieliśmy wyżej, dorwali wciąż zazdroszczący mu powodzenia organizatorzy. Jak ryba w wodzie przed kamerą i mikrofonem czuł się oczywiście nasz Neptun, który w maju będzie obchodził 80. urodziny. O 40 latach swojego morsowania Stasiu mógłby mówić do wieczora!


Wjazd do morza w gronie trzech tysięcy morsów z dużym hakiem (chodzi o liczbę, nie o hak) był jak zawsze epicki. Nasza ekipa wbiegła na głęboką wodę (Heniek prowadził?), w związku z czym okazję do wspólnego zdjęcia mieliśmy dopiero po tym, gdy z morza wyszli wszyscy inni.


Na koniec nadszedł moment największego triumfu Białego Misia. Ogłoszono oficjalnie, kto wygrał Turniej Mrozoodpornych, a po okazały puchar udała się nasza cesarzowa. I znów cała Polska usłyszała o Białym Misiu, prawdopodobnie najlepszym klubie morsów na świecie!


Szkoda, że Zloty Morsów trwają tak dramatycznie krótko. Te cztery dni minęły jak z bicza strzelił. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że w naszej ekipie wszystko tak doskonale gra. Czyniący ten opis pamięta ten klimat z najlepszych czasów i naprawdę radość człowieka ogarnia, że teraz jest... jeszcze lepiej! Dzięki za wszystko :)


PS. Fotograf przeprasza, że część zdjęć nie przypomina siekiery i że nie wszędzie dotarł, ale nie każdy może mieć werwę i energię naszego Neptuna. Za brak zdjęć z sobotniej kąpieli proszę winić wiceprezesa Krystiana i nosiciela misia Władka.

PS nr 2. Wszystkie zdjęcia w oryginale przygotujemy do zgrania w najbliższych dniach. Jest tego około 500, a poza tym... najpierw pooglądajcie się na naszej stronie ;).

GALERIA ZDJĘĆ - MIELNO 2018 >>>